Litwa to nie tylko Wilno

2013-07-22 14:18:28 (ost. akt: 2013-07-22 14:14:29)

Nigdy nie byłam na Litwie, dlatego gdy tylko moi przyjaciele rzucili hasło wyprawy do Kłajpedy, nie wahałam się ani chwili. Nie tylko dlatego, że chciałam przy okazji zobaczyć Kowno czy Taurogi, ale przecież z Kłajpedy pochodził Hans Kloss!

Po zamku w Kownie pozostały tylko mury i baszty, ale widać tu ślady dawnej świetności i potęgi Litwy.

Po zamku w Kownie pozostały tylko mury i baszty, ale widać tu ślady dawnej świetności i potęgi Litwy.

Autor zdjęcia: Wioletta Sawicka

Jako jego zagorzała fanka (wszystkie wakacje dzieciństwa kojarzą mi się z tym serialem) musiałam zobaczyć to miasto. No i nie rozczarowałam się. Na przedmieściach Kłajpedy wita nas podświetlona estakada rozjazdów. Nawet na amerykańskich filmach takiej nie widziałam. Pierwsze wrażenie imponujące. I na tym właściwie koniec. To ponad 200-tysięczne portowe miasto mnie nie zachwyciło. Na pewno nie będą się w nim nudzić amatorzy buszowania po sklepach. W Kłajpedzie jest ich więcej niż na przykład w Olsztynie. Kto natomiast woli zwiedzać niż robić zakupy, może być nieco rozczarowany.

Gdzie ta starówka?


Spacerując po starówce, nawet nie wiedziałam, że na niej jestem. Uświadomiła mi to dopiero starsza pani, którą zapytałam o drogę na stare miasto.
— To właśnie ten plac i te wszystkie uliczki — wyjaśniła i chętnie wskazywała okoliczne atrakcje. – Tam jest pomnik Anusi (bohaterki niezwykle popularnej w Niemczech ludowej piosenki – red.), tam teatr dramatyczny. A z balkonu tego teatru to przemawiał Hitler — zakończyła zniżając głos.

Drewniane domki na mierzei


Kłajpeda stanowi znakomity punkt wypadowy na Mierzeję Kurońską. Po litewskiej stronie mierzeja ciągnie się na długości 50 kilometrów. Widoki warte są spalonej benzyny — cudowna, prawie niezmącona przyroda, lasy, wydmy, niewielkie osady rybackie z drewnianymi domkami i domową kuchnią. Co charakterystyczne, wszystkie osady leżą wyłącznie po stronie zalewu. Żadnej nie ma nad otwartym morzem. Może dlatego po drugiej stronie wału są najszersze i najładniejsze plaże, jakie widziałam nad Bałtykiem.

Góra pełna mitycznych stworów


Na Mierzei Kurońskiej koniecznie trzeba zobaczyć Górę Czarownic w Juodkrante. Od niepamiętnych czasów było to miejsce, gdzie składano ofiary pogańskim bogom. Tradycję tę upamiętniono ustawiając na szczycie góry sto drewnianych posągów i rzeźb z litewskich bajek i legend. Przerażające wiedźmy, groźne diabły i duchy oraz sympatyczne elfy — to wszystko można obejrzeć po niezbyt wyczerpującej wspinaczce na górę.

Krewetki lepsze od robaków


Najpopularniejszym miastem na litewskiej riwierze jest Połąga. Plaża rzeczywiście imponuje rozmiarami, ale jeżeli ktoś szuka wypoczynku w ciszy i z dala od ludzi, powinien Połągę omijać szerokim łukiem. Moją uwagę zwróciło jednak molo. Co prawda, daleko mu do sopockiego, ale na całej długości po obu stronach jest szczelnie wypełnione wędkarzami. Nie wiem, czy Bałtyk od tej strony jest szczególnie zasobny, czy może litewskie ryby gustują w krewetkach (łowili na nie wszyscy wędkarze), ale takiego połowu dawno nie widziałam.
W Połądze, poza plażowaniem, polecam wizytę w ogrodzie botanicznym i parku z odrestaurowanym pałacem Tyszkiewiczów. Pałac jest pięknie wkomponowany w park, który wyszedł spod ręki architekta krajobrazu Édouarda André, naczelnego ogrodnika Paryża.

Droga wzdłuż Niemna


Kolejnym punktem na naszej mapie podróży jest Kowno. Rezygnujemy z autostrady na rzecz lokalnej drogi prowadzącej wzdłuż Niemna. Rzeka jest prawie na wyciągnięcie ręki, wije się między polami, wioskami, zahacza o lesiste wzgórza. Dopiero widząc Niemen na własne oczy przekonałam się, dlaczego Eliza Orzeszkowa umieściła tu akcję swojej powieści.

Gościnni Litwini


Przedmieścia Kowna są dość przygnębiające, za to starówka urzeka klimatem. Między renesansowymi kamieniczkami stoi ratusz zwany Białym Łabędziem. Na uwagę zasługuje też zamek. Co prawda zostały z niego jedynie mury i dwie baszty, ale przecież to w nim mickiewiczowski Konrad Wallenrod bronił się przed nacierającymi oddziałami Witolda i Jagiełły.
Pisząc o mojej wyprawie na Litwę nie mogę nie wspomnieć o litewskiej gościnności. Przemili gospodarze, u których mieszkaliśmy, traktowali nas niemal jak domowników. Oprócz mocno przyprawionej słoniny i litewskiego czarnego chleba, na stół postawili alkohol.
— Najlepszy litewski koniak — powiedział Witalij, nalewając z fajansowego pajacyka do kieliszków płyn w kolorze słabej herbaty. — Sam robiłem. — A z czego, z ziemniaków? — zapytałam i chyba go trochę obraziłam. — No coś ty, z pszenicy! Wioletta Sawicka

Na mapie oznaczyliśmy miejsca, o których pisze autorka.




Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB