Zambia: tysiące tęcz nad wodospadami Wiktorii

2013-09-23 13:26:33 (ost. akt: 2013-09-23 13:27:30)
Agata (z lewej) i Kasia z zambijskimi dziećmi

Agata (z lewej) i Kasia z zambijskimi dziećmi

Autor zdjęcia: Archiwum Agaty Pakulniewicz

Odebrała dwa porody w buszu, asystowała przy kilku innych. Spróbowała miejscowej kuchni. Agata Pakulniewicz z Dobrego Miasta, studentka Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, odbyła praktykę w Zambii.

Po ukończeniu IV roku studiów medycznych Agata chciałaby specjalizować się w ginekologii. Wakacyjną praktykę po ukończeniu pierwszego roku studiów odbyła w Zambii.
— Dlaczego Zambia? — zastanawia się. — Zawsze pociągała mnie egzotyka, praca w trudnych warunkach, chciałam "spróbować" Afryki. Z koleżanką Kasią Handke z Bydgoszczy znalazłyśmy w Internecie St Lukes’ Hospital Mission w miejscowości Mpanshya, blisko 200 km od Lusaki, stolicy Zambii i złożyłyśmy swoją ofertę. Dostały pozytywną odpowiedź.

Do Zambii odleciały 19 lipca br. samolotem z Warszawy, z przesiadką w Dubaju. Po 24 godzinach podróży wylądowały w Lusace. Stolica Zambii leży w południowo-środkowej części kraju, na wysokości 1300 m. Założyli ją osadnicy z Europy.

Mugga, chitubuwa, kurczak i n’shima


— Co wcześniej wiedziałam o Zambii? — zastanawia się Agata. — Tyle, co z przewodników oraz z opowieści Kasi, która w Zambii była trzy lata temu. Na przykład, że Zambia jest dwa razy większa od Polski, uzyskała niepodległość w 1964 roku, językiem urzędowym jest angielski, a rodzimym nyanja i inne. A także, że warto zobaczyć wodospady Wiktorii, jeden z siedmiu naturalnych cudów świata, oraz na safari „wielką piątkę”: lwa, bawoła, słonia, nosorożca i lamparta.

Kazimva w Lusaca West, to pierwsza parafia, w której się zatrzymały. Do Mpanshya, gdzie miały odbyć staż, pojechały drogą Great East Road, jedną z czterech głównych dróg w Zambii, biegnącą z Lusaki w kierunku Malawi. Polska misja sióstr boromeuszek mikołowskich w Mhanshya, gdzie miały pracować polskie studentki, leży w buszu. Tu dziewczęta poznały koordynatorkę ich pobytu na praktyce, siostrę Sabinę. Po zakwaterowaniu z ciekawością rozejrzały się po wsi. Była to typowa wioska zambijska. We wsi dominuje zabudowa murowana z cegły wypalanej przez mieszkańców. W Mpanshya funkcjonuje agregat prądotwórczy, zauważyły również solary.

— Dom, w którym mieszka typowa zambijska rodzina, składa się z kilku pomieszczeń, z których każda spełnia jakąś funkcję, jak pokój sypialny czy też kuchnia — opisuje Agata. — W centrum wioski stoi market z drewnianą konstrukcją, z którym sprzedaje się warzywa i owoce, a naprzeciwko, po drugiej stronie drogi, rząd prywatnych sklepików. Zaopatrzenie nie jest nadzwyczajne, towary przeważnie z Lusaki. Miała okazję spróbować miejscowych potraw. Typowy zambijski posiłek to n’shima, czyli papka sporządzana z mąki kukurydzianej i wody, kurczak lub suszona ryba podawana z sosem pomidorowym z cebulą oraz suszone liście dyni z pudrem z orzechów ziemnych. — Na deser podaje się chitubuwa, odpowiednik smażonego na głębokim oleju pączka z mąki, drożdży, cukru i odrobiny soli. Poza tym powszechnym posiłkiem jest kapenta, czyli suszone rybki z n’shima. Agata śmieje się, że kurczaki są tam bardzo chude. Wieczorem we wsi jest głośno. Słychać głosy kobiet, które plotkują. Z marketu w centrum wioski dobiega muzyka z odtwarzaczy.

Mój pierwszy poród


Dziewczęta zambijskie wychodzą za mąż bardzo młodo. Agata była raz na takim ślubie. Pan młody w garniturze, panna młoda w białej bluzce i szerokiej chuście przewiązanej wokół bioder. Ta chusta to chitenga, u kobiet zambijskich tradycyjny strój. Szpitale są finansowane przez misję, rząd i międzynarodowe programy. Wyposażenie oddziału ginekologicznego, gdzie pracowały dziewczęta, było zadowalające, w przeciwieństwie do np. gabinetu dentystycznego, gdzie w praktyce usuwano tylko chore zęby. Na początku Agata, czyli Muzungu (biały człowiek w języku nyjanja), asystowała przy porodach, które odbierał czarnoskóry kolega. Jedno z dzieci było tak duże, że ze względu na możliwe komplikacje musieli kilkakrotnie skonsultować się z lekarzem. W końcu przyszedł dzień, kiedy Agata miała samodzielnie odbierać poród.
— Agata, ty dzisiaj "rodzisz"! — powiedział któregoś dnia lekarz. Zrobiła to bardzo sprawnie. Na praktyce odebrała dwa porody, raz chłopca i raz dziewczynkę. Chłopca miała nawet okazję ochrzcić. — Nadałam mu imię Aleksander! — mówi z dumą. Dodaje, że wiele kobiet, ze względu na duże odległości od kliniki, rodzi w domu. Poznała taką, która urodziła dziewięcioro, wszystkie w buszu, w tym bliźniaki. Jednak wiele takich porodów kończy się śmiercią matki, na skutek PPH, krwotoku poporodowego. Rodziny zambijskie są wielodzietne. Zambijczycy podkreślają, że dzieci to ich największy skarb. Są beztroskie, jak to dzieci.

Lubią sport. Zwyczajem dzieci i młodzieży w Mpanshya są sportowe niedzielne popołudnia, w tym rozgrywki w piłkę nożną. Pewnego dnia, kiedy polskie studentki były w centrum handlowym Manda Hill, gdzie robiły zakupy spożywcze, zastanowiły je okrzyki dochodzące z centrum. Okazało się, że ludzie zgromadzili się przed telewizorami, ponieważ w tym dniu Zambia rozgrywała mecz w ramach eliminacji do mistrzostw świata z Zimbabwe. Wygrała w stosunku 2:0.

Zambijczycy żyją krótko


Kilka zambijskich rodzin katolickich odwiedziła w ich domach. W Zambii katolicy stanowią około 30 procent społeczeństwa. W ewangelizacji kraju dużą rolę odegrali polscy misjonarze, budując tu m. in. kościoły. Na portalach misji podkreśla się szczególnie zasługi ks. Adama Kozłowieckiego, który był nawet arcybiskupem Lusaki. Misje prowadzą szpitale, kliniki, szkoły. W Mpanshya funkcjonuje program "Adopcja serca", polegająca na wsparciu finansowym obcego dziecka po to, aby mogło uczęszczać do szkoły. Niewiele jednak zambijskiej młodzieży zdobywa wyższe wykształcenie. — Za wysoce wykształconego uważa się nawet takiego, który skończy dwanaście klas — mówi Agata. — Nakłada wtedy eleganckie buty, teczka pod pachę, głowa w górze i dumnie kroczy. Misjonarze opowiadali sobie o nauczycielu języka angielskiego, z którym nie można było się w tym języku porozumieć. Zambijczycy żyją dość krótko. Mimo starań lekarzy, poziom higieny jest dość niski. Powszechny, jak mówi Agata, jest HIV. Pogrzebowi towarzyszy stypa. Obowiązkiem rodziny zmarłego jest odwiezienie po pogrzebie gości do domu lub danie im pieniędzy na autobus. Jak tego nie zrobią, żałobnicy ucztują dotąd, aż gospodarze wywiążą się z tego tradycyjnego obyczaju.

Safari i wodospady Wiktorii


Czy w Zambii zachowały się stare praktyki, na przykład czary? Oficjalnie są zakazane, ale po cichu, zwłaszcza głęboko w buszu, takie zjawisko podobnie istnieje. W Zambii są wciąż żywe tradycyjne obyczaje, jak święta lokalne. Zambijczycy, jak to ludy afrykańskie, lubią się bawić. Nakładają wtedy kolorowe stroje i używają ludowych instrumentów, jak bębny.

Polskie dziewczęta były także na wycieczkach.
— Między innymi na safari! — wspomina Agata. — Oprócz nosorożca widziałam wszystkie zwierzęta z wielkiej piątki. Nosorożce są niebezpieczne. Aby je zobaczyć, trzeba wynająć fachowca przewodnika, który podprowadzi na bezpieczną odległość.

Mgłą która grzmi


Widziały także wodospady Wiktorii na rzece Zambezi, na granicy Zimbabwe i Zambii. W języku miejscowym, przed przybyciem Europejczyków (wodospady odkrył szkocki misjonarz protestancki i podróżnik Dawid Livingstone), były przez tubylców plemienia Kololo nazywane Mosi-oa-Tunya, co oznacza "Mgła, która grzmi". Wstęp z przewodnikiem przez główne wejście kosztuje 20 dolarów, ale wcześniej wyczytały w Internecie, że jest boczne wejście, nieoficjalne, za darmo. I w taki właśnie sposób się tam dostały.
— Wspaniały widok wody spadającej z wysokości 108 metrów — opowiada. — W górze mgła z kropel wody i tysiące tęcz.

Uwaga na malarię


Turyści, którzy zdecydują się odwiedzić Zambię, nie będą zawiedzeni. Wcześniej muszą przejść obowiązkowe szczepienia, podobnie jak Agata i Kasia przed przyjazdem. Jedną z występujących tu groźnych chorób jest malaria. Środkiem na komary, jaki stosują biali ludzie, jest mugga. Tubylcy, czy siostry mieszkający dłuższy czas w Zambii, takiej prewencji nie stosują. — Nie raz uciął mnie tam komar, ale nic złego się nie wydarzyło — mówi Agata. Na pewno tam wrócę! Przez okres praktyki medycznej w Zambii, a była do 3 września, zmieniła swój pogląd na Zambijczyków. Na początku zaskoczyło ją, że mają taki swobodny, ba, w jej odczuciu, nieodpowiedzialny stosunek do życia.

Ryba zamiast wędki


— I nigdy się nie mylą! — podkreśla Agata. — Kiedy pytasz o drogę, uprzejmie ci pokazują kierunek. A potem, kiedy okazuje się nie ten, wmawiają, że to ty ich źle zrozumiałeś. Przez lata swojego panowania biali, jak podkreśla, dali im rybę nie wędkę. Mimo upływu tyle czasu od uzyskania niepodległości, organizacyjnie nie zawsze mogą sobie poradzić z rzeczywistością. Jak mówi Agata: Zambijczyk nałożył europejskie klapki i drepce w miejscu. Z drugiej strony podoba jej się ich otwartość, gościnność. Są bardzo rodzinni i mimo że biedni, cieszą się tego, co mają.
— Chociaż zdaję sobie sprawę z tego, że zabrzmi to jak slogan, obcowanie z nimi uczy cię, że ważne jest to, żeby być, a nie mieć! — podsumowuje. — Jeśli będę miała okazję, na pewno tam wrócę.
Władysław Katarzyński

Zambia:
Państwo na południu Afryki. Jednym z jej odkrywców był David Livingstone. Od 1902 roku Zambia znalazła się pod protektoratem Brytyjskiej Kampanii Afryki Południowej. 24 października 1964 roku proklamowano niepodległość kraju. Ustrój — republika prezydencka
* Odległość z Warszawy do Lusaki — 7308 km
* Temperatura (czwartek, 19 września br.) — 19 st. C
* Waluta — kwacha zambijska ZMK — 0.0002 USD
* Okres ważności paszportu przy wjeździe — 3 miesiące
* Średni koszt pobytu — min. 30-40 USD dziennie
* Wiza pobytowa jednokrotna — koszt 25 USD
* Obowiązuje ruch jednostronny
* Kiedy warto przyjechać — od kwietnia do września
* Co warto kupić — wyroby garncarskie, z wikliny, przedmioty z drewna, bębenki, maski

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB